Wywiad Hanny Marii Gizy z Jackiem Jędrzejczakiem dla Polskiego Radia.

Fragment :

……………………

JJ: Od lat rzeczywiście interesuje mnie refleksja nad życiem, nad przemijaniem, nad uniwersalnym podejściem do spraw ostatecznych, podstawowych. To takie spojrzenie z daleka na tę naszą planetę Ziemię. Bo to wszystko jest kwestią czasu. Przemijanie, czas też dają dystans do spojrzenia na świat w bardziej syntetycznej formie. Ja próbuję, jestem cały czas na absolutnym początku tej drogi, w tej chwili skończyłem właśnie taką swoją trylogię, czyli zdjęcia tradycyjnie – nazwijmy to – martwych natur.

HMG: To nie jest taka klasyczna martwa natura, ponieważ to są przedmioty, które Pan na nowo ożywił. To są przedmioty, które Pan wyrwał z przemijania. Które Pan wyrwał czasowi, który je niszczy i prowadzi w zapomnienie. Ja myślę w tej chwili o tym cyklu “Malowane w Jidysz”. Myślę o tym, co Pan uratował z tej kultury, z tej lampki chanukowej, z menory…

JJ: Ta tematyka mnie bardzo interesowała. Kiedyś, wiele lat temu, robiłem takie próbki zdjęć menor, które widziałem gdzieś, u kogoś. Miałem chęć, aby to zrobić. Otrzymałem propozycję zrobienia wystawy w Synagodze Nożyków w Warszawie, to było chyba 7-8 miesięcy temu, i od tego momentu zacząłem wchodzić we wszelkie ślady kultury jidysz, przede wszystkim jidysz, bo to jest związane z nami, z Europą Środkowo-Wschodnią, tutaj ta kultura była najbardziej rozwinięta. I zacząłem jeździć po Polsce, zacząłem szukać ludzi i znalazłem. I w Warszawie, i gdzie indziej, ludzi, którzy zachowali różne przedmioty. Nie tylko kultu religijnego, ale i przedmioty życia codziennego. I którzy, przy pierwszym kontakcie, może nieufnym ze zrozumiałych względów, bardzo mi pomogli nie żądając niczego w zamian. Poznałem mnóstwo osób, oni wypożyczali mi różne sprzęty, był to dla mnie naprawdę miły okres w moim życiu. I to stworzyło ten klimat. Chciałem pokazać te przedmioty nie w sensie dokumentacyjnym, tylko zwrócić je – tak jak Pani wspomniała – tylko w formie troszeczkę innej, bardziej poetyckiej. To znaczy tak, z jednej strony to były przedmioty, które służyły do bardzo oczywistych czynności, chociażby jad – to jest przedmiot, który służy do pokazywania nim w Torze, czyli w Świętej Księdze, wersetu, miejsca, nad którym się medytuje, rozmyśla, rozważa. Nigdy nie przypuszczałem, że jest tyle rodzajów tych jadów! I na przykład menory, czy lampki chanukowe, różnorodność tych przedmiotów zadziwiła mnie i – można powiedzieć – zafascynowała.

HMG: Dlatego malował je Pan światłem i obiektywem aparatu, a nie po prostu fotografował?

JJ: Niektórzy myślą, że aparat cyfrowy to jest jakiś komputer. Nie, to jest tylko światło, cień i głębia ostrości, i ogniskowa. Tylko te rzeczy. Tylko tym się posługiwałem. I oczywiście sposób prezentowania. O, tutaj jest kilka zdjęć takich. Tutaj są właśnie jady, tu jest końcówka jadu z jednej i z drugiej strony, a tu właśnie są przedmioty od Pani Gołdy Tencer. Tu zaskakująca menora, takiej menory nigdy nie widziałem, ona jest stara, ale zielona, jakaś niesamowita dla mnie była – postanowiłem ją sfotografować. Tu są lampki chanukowe i balsaminki, Święte Księgi. Robiłem te zdjęcia głównie w studiu, ale nie tylko, musiałem z nimi pobyć czasami godzinę, dwie, czasami dwa dni. Chodziłem wokół nich, zaglądałem w wizjer, patrzyłem, czy czegoś nie zobaczę, i dopiero wtedy wykonywałem te zdjęcia.

HMG: Zobaczmy więcej zdjęć, bo tutaj na stronie są tylko cztery.

JJ: Ja tych zdjęć zrobiłem bardzo dużo, na wystawie jest około 30. W większości są to zdjęcia w oknach.

HMG: Co to znaczy: zdjęcia w oknach?

JJ: To znaczy odbierane są jako witraże. One są przezroczyste. Bo jest część, są tradycyjne zdjęcia, one są bardzo ostre, detaliczne powiedziałbym wręcz. Natomiast w oknach jest około 20 dużego formatu zdjęć, powiedzmy 2 metry na 1 metr, czy półtora na 70 cm. Niektóre osoby będąc w Synagodze w ogóle sobie z tego nie zdają sprawy. Pominęły te zdjęcia w oknach, uważając, że jest to wystrój Synagogi. Istnieje taka możliwość, jeszcze się zastanawiają, czy nie zrobić z tego elementu stałej ekspozycji.

HMG: Przed chwilą pokazał Pan takie zdjęcie, gdzie menora jest na tle zachmurzonego nieba i przelatuje nad nią ptak, jak znak mijającego czasu. To jest niemożliwe, żeby to zdjęcie nie zostało opracowane komputerowo.

JJ: No więc jest możliwe, mam na to dowody, bo to zdjęcie było wykonane cyfrowo. W fotografii cyfrowej jest tzw. exif, czyli podstawowy dokument, podpis, jak zdjęcie było – to pierwotne – wykonane. Powiem szczerze, to było szczęście, to był przypadek. Z jednej strony była menora, i było niebo, i ja sobie tak eksperymentowałem, coś improwizowałem. I ułamek sekundy, że przelatuje ten ptak. Tak to zdjęcie powstało. To była po prostu kwestia szczęścia. Też jestem zadowolony z tego zdjęcia. Tak mówi się o fotografii: że fotografia jest ułamkiem sekundy. Dla mnie, jeżeli na przykład zdjęcie coś opowiada, to wtedy wydaje się, że ten czas się rozciąga.

HMG: Co to jest?

JJ: To jest fragment Świętej Księgi, oczywiście.

HMG: Ta księga wygląda jak kielich lilii z płatkami zapisanymi pismem hebrajskim, czy też otwierającej się otchłani… Różnie to można interpretować.

JJ: Tak, oczywiście. Ustawiałem te przedmioty w różnych pozycjach, i wtedy łapałem ten moment, o który mi chodzi, lub który mnie zaciekawia. Zresztą to jest najciekawsze – wieloznaczność. Że każdy może sobie w tym zdjęciu opowiedzieć coś dla siebie. Dla jednego będzie to właśnie otchłań, dla innego może jakiś początek, przejście, przejście poprzez życie. Może przejście między tym okresem, kiedy kultura jidysz u nas istniała. Mówię kultura jidysz cały czas, a nie język. Bo to jest ważne, że to była kultura, nie może być rozpatrywana jedynie poprzez język.

HMG: I to są te zdjęcia “witrażowe”, tak je nazwijmy w cudzysłowie.

JJ: Tak, to jest ciekawe, bo tu jest dzień taki pochmurny i zmienne światło. To wtedy ta gra świateł jest spotęgowana i kolory bardzo zmienne.

HMG: W tych zdjęciach z cyklu “Malowane w Jidysz” jest i fascynacja kulturą, jak Pan to powiedział, jidysz, ale jest też żal. Jest taki nastrój smutku, nostalgii. Żal, że coś chciało odejść. Czy też, że chcieliśmy pozwolić, aby to odeszło.

JJ: To mi przyświecało, dlatego, że kultura jidysz została zniszczona. W sposób nieprawdopodobny w dziejach świata zostało coś zniszczone, w sposób wręcz zaplanowany. To są szczątki. Wspaniale, że są. I właśnie dlatego, że te szczątki są, chciałem to pokazać, przybliżyć, żeby osoby… Młode osoby, ale też i starsze, które w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy, jak to wyglądało, jak Warszawa wyglądała, jak wyglądał południowy wschód Polski, gdzie ta kultura była bardzo rozbudowana… Miało to olbrzymi wpływ też i na naszą kulturę.

………………………………………….

………………………………………………………………